W niedzielę, 12 kwietnia 2026 roku, w Szyszkach Włościańskich odbyły się uroczystości upamiętniające 75. rocznicę śmierci ppor. Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój” oraz jego podkomendnego chor. Bronisława Gniazdowskiego ps. „Mazur”. Obchody rozpoczęła Msza Święta w intencji poległych, odprawiona w kościele parafialnym pw. św. Bartłomieja przez kapelana 5. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej ks. por. Arkadiusza Sikorskiego oraz ks. kan. dr. Bogdana Adamowicza.
Po nabożeństwie uczestnicy złożyli kwiaty i zapalili znicze przed tablicą upamiętniającą poległych żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, znajdującą się przy kościele. Następnie uroczystości przeniosły się pod pomnik w miejscu śmierci „Roja” i „Mazura”, gdzie oddano hołd bohaterom.
W trakcie homilii kapelan 5.MBOT ks. por. Arkadiusz Sikorski odniósł się do wyborów moralnych, przed jakimi stawali młodzi ludzie w powojennej Polsce. Wyobraźmy sobie młodego człowieka, który o świcie stoi na skraju lasu. W jego dłoniach spoczywa nie tylko broń, ale także odpowiedzialność. Ma przed sobą całe życie, marzenia, plany, zwyczajne ludzkie pragnienia, a jednak wybiera drogę, która może mu to wszystko odebrać – mówił. Podkreślał, że nie były to wybory oczywiste ani łatwe. Są chwile, w których człowiek musi wybrać nie to, co wygodne, ale to, co słuszne. I właśnie nad takim wyborem dziś się zatrzymujemy – zaznaczył.
Kapłan przypomniał, że historia „Roja” to nie tylko opowieść o walce zbrojnej, ale przede wszystkim o sprzeciwie wobec życia w kłamstwie. To był człowiek, który nie zgodził się na rzeczywistość opartą na fałszu. Który mimo młodego wieku zrozumiał, że wolność nie jest dana raz na zawsze i że czasem trzeba za nią zapłacić najwyższą cenę – mówił. Zwracał uwagę, że za wielkimi słowami kryła się codzienność pełna lęku i niepewności. Łatwo jest dziś mówić o bohaterstwie, gdy znamy zakończenie tej historii. Ale jego życie nie było pomnikiem ani legendą. To była codzienna walka, strach, zmęczenie i konieczność podejmowania decyzji, które mogły kosztować życie – podkreślał.
W dalszej części homilii duchowny przedstawił odniesienie tej historii do współczesności. My również żyjemy w świecie, który wystawia nas na próby. Może nie tak dramatyczne, ale wciąż realne. Każdego dnia stajemy wobec pokusy, by przemilczeć prawdę, by wybrać wygodę zamiast uczciwości, by pójść na łatwy kompromis – mówił. Jak zaznaczył, każdy człowiek ma swoje „pole walki”. Nikt z nas nie musi iść do lasu, ale każdy z nas ma swoje miejsce, w którym musi bronić wartości, w rodzinie, pracy, relacjach z innymi – dodał.
Kapłan podkreślił, że wierność wartościom zaczyna się od codziennych decyzji. Wierność nie zaczyna się od wielkich czynów, ale od małych wyborów. Od tego, by być uczciwym, nawet gdy nikt nie patrzy. By być prawdomównym, nawet gdy to niewygodne. By mieć odwagę stanąć po stronie dobra, nawet gdy jesteśmy w mniejszości – zaznaczył. Wskazał także na chrześcijański wymiar nadziei. Chrześcijaństwo nie jest religią siły ani władzy, ale zwycięstwa życia nad śmiercią. I dlatego nawet jeśli życie „Roja” zakończyło się tragicznie, to jego postawa nie przegrała – mówił.
Na zakończenie ksiądz zachęcił do osobistej refleksji. Dobro, za które walczył, przetrwało. Prawda, której bronił, nie została zniszczona. Żadne dobro nie ginie, nawet jeśli po ludzku wydaje się przegrane – podkreślił. Dlatego dziś nie tylko wspominamy. Dziś pytamy samych siebie: kim jestem w mojej codzienności? Czy mam odwagę być wierny wartościom? Czy potrafię sprzeciwić się złu, nawet jeśli będzie mnie to kosztować? – mówił, dodając na koniec: Być może nie jesteśmy wezwani do wielkich czynów zapisanych w historii, ale każdy z nas jest wezwany do wielkiej wierności w codzienności.
W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele władz samorządowych, w tym delegacja Starostwa Powiatowego w Ciechanowie: starosta Jan Andrzej Kaluszkiewicz, członek zarządu Tadeusz Wieczorek oraz radna powiatu Anna Żebrowska. Obecne były również rodziny żołnierzy wyklętych, mieszkańcy, służby mundurowe oraz żołnierze 5. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej, którzy wystawili wartę honorową podczas uroczystości.
Warto podkreślić, że tegoroczne obchody odbyły się w dniu szczególnym. 12 kwietnia 2026 roku po raz pierwszy obchodzony był w Polsce Dzień Inwalidy Wojennego – święto ustanowione ustawą Sejmu z 23 stycznia 2026 roku. To nowa data w kalendarzu państwowym, mająca przypominać o osobach, które w wyniku działań wojennych lub służby wojskowej doznały trwałego uszczerbku na zdrowiu.
Święto jest wyrazem narodowej pamięci i wdzięczności oraz formą uznania dla ich poświęcenia na rzecz ojczyzny. Jego ustanowienie ma również na celu upowszechnianie wiedzy o losach inwalidów wojennych oraz przypominanie o obowiązkach państwa wobec tych, którzy zapłacili zdrowiem za wolność Polski. Data 12 kwietnia nie jest przypadkowa, nawiązuje do I Zjazdu Zjednoczeniowego Związku Inwalidów Wojennych RP, który odbył się w dniach 12-17 kwietnia 1919 roku.
Projekt ustawy w tej sprawie został wniesiony do Sejmu we wrześniu 2025 roku, a następnie poddany konsultacjom społecznym. W ich trakcie podkreślano, że historia Polski, naznaczona walką o niepodległość, od powstań narodowych, przez wojny i zrywy niepodległościowe, pozostawiła po sobie także tych, którzy ponieśli trwałe konsekwencje zdrowotne. Ustanowienie święta ma być wyrazem szacunku dla ich losu oraz formą trwałego upamiętnienia ich wkładu w historię kraju.
Historia Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” i Bronisława Gniazdowskiego „Mazura”:
Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój” urodził się 28 stycznia 1925 roku w Zagrobach w powiecie łomżyńskim. Był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego oraz dowódcą jednego z najdłużej działających oddziałów podziemia antykomunistycznego na północnym Mazowszu. Wiosną 1945 roku został wcielony do ludowego Wojska Polskiego, jednak zdezerterował i dołączył do oddziału partyzanckiego ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy”. Początkowo działał jako łącznik, a następnie objął dowództwo patrolu Pogotowia Akcji Specjalnej na terenie powiatu ciechanowskiego. Za swoją działalność został odznaczony Krzyżem Walecznych, a później awansowany do stopnia starszego sierżanta.
Po śmierci swojego starszego brata Romana, również zaangażowanego w działalność niepodległościową, jeszcze silniej związał się z podziemiem. W 1947 roku, mimo ogłoszonej amnestii, zdecydował się pozostać w konspiracji. Został komendantem Powiatu „Ciężki”-„Wisła” i dowodził oddziałem operującym na terenie północnego Mazowsza, rozszerzając działania także na kolejne powiaty.
Bronisław Gniazdowski „Mazur”, urodzony w 1924 roku w Gostkowie w powiecie przasnyskim, był związany z podziemiem niepodległościowym od młodych lat. Początkowo pomagał jako tzw. meliniarz i łącznik, a w 1950 roku dołączył bezpośrednio do oddziału „Roja”. Brał udział w akcjach przeciwko instytucjom i funkcjonariuszom komunistycznym, m.in. w działaniach na stacji PKP w Pomiechówku oraz w akcjach ekspropriacyjnych.
Do śmierci obu żołnierzy doszło w nocy z 13 na 14 kwietnia 1951 roku we wsi Szyszki w powiecie pułtuskim. W wyniku donosu współpracującej z bezpieką agentki, na miejsce przybyła grupa operacyjna złożona z funkcjonariuszy UB, MO oraz żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Podjęta przez otoczonych próba ucieczki zakończyła się śmiercią „Roja”, który zginął na miejscu, oraz ciężko rannego „Mazura”, który odebrał sobie życie.
Po zakończeniu akcji ciała obu żołnierzy zostały przewiezione do siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pułtusku. Przez lata miejsce ich pochówku pozostawało nieznane. Dopiero w ostatnich latach pojawiły się informacje wskazujące, że szczątki „Roja” mogą znajdować się na warszawskiej „Łączce”. Miejsce spoczynku „Mazura” nadal nie zostało odnalezione.
Artykuł, zdjęcia: Ciech24.pl




























